Tłuste życie - Jan Kwaśniewski, Tomasz KwaśniewskiTłuste życie - Jan Kwaśniewski, Tomasz Kwaśniewski
Wszelkie choroby są zjawiskiem niepożądanym. Powodują ból i cierpienie, skracają życie, zmniejszają wydajność pracy j pogarszają jej jakość, powodują zubożenie obywateli i narodów. Dlatego wszystkie kraje przeznaczają większą lub mniejszą część swojego dochodu narodowego na zapobieganie chorobom i ich leczenie. Społeczne koszty ochrony zdrowia systematycznie rosną, a uzyskiwane efekty są - ogólnie rzecz biorąc - mizerne. Często bywają gorsze przy większych nakładach niż przy mniejszych. Badacze zajmujący się problemami ochrony zdrowia oceniają, że szkody społeczne spowodowane leczeniem są od 3 do 6 razy większe od korzyści z tego leczenia.
Czy to znaczy, że nie trzeba się leczyć? Nie. Oznacza, że nie trzeba chorować. Obecne metody stosowane w leczeniu wielu chorób są w skutkach bardziej szkodliwe niż same choroby, które tymi metodami są leczone.
W styczniu 1974 r. przekazałem prof. Julianowi Aleksandrowiczowi długą listę leków powodujących lub przyspieszających rozwój miażdżycy. Już wówczas było tych leków bardzo dużo. Obecnie jest ich znacznie więcej.
Panie kolego - powiedział. - Ja o tym napiszę.
Niech pan profesor nie pisze - odpowiedziałem. - Narazi się pan na ataki ze strony licznych producentów leków i lekarzy, którzy te leki stosują,
Odpowiedział, że napisze to w taki sposób, aby tylko ludzie mądrzy to zrozumieli. W efekcie napisał: Nieprzewidziane skutki zamierzonego działania są najczęstszą, chociaż niedostrzegalną Przyczyną chorób cywilizacyjnych.
Faktycznie obecnie są one najczęstszą, ale nie jedyną i nie główną Przyczyną chorób cywilizacyjnych.
Co to są te nieprzewidziane skutki zamierzonego działania, o których pisał prof. Julian Aleksandrowicz? Otóż człowiek idzie do lekarza, bo czuje się źle. Lekarz zapisuje leki, które często, zazwyczaj na krótko, zmniejszają lub usuwają objawy choroby. Ale zarówno lekarz, jak i chory nie wiedzą, że te leki spowodują lub przyspieszą rozwój daleko groźniejszych chorób od tej, z jaką chory zgłosił się do lekarza. To są właśnie te niezamierzone skutki zamierzonego działania, będące obecnie jedną z głównych przyczyn nasilania się zachorowań na choroby cywilizacyjne. W Polsce obserwuje się je już od 1956 roku, przy czym od połowy lat 70-tych proces ten uległ znacznemu przyspieszeniu.
Chorób jest bardzo dużo, i to zarówno wśród ludzi zamożnych, żyjących w krajach bogatych, jak i wśród biedoty w krajach najuboższych. Ale nie są to choroby te same. Są grupy ludzi, które nie chorują na tak rozpowszechnione choroby, jak: rak, miażdżyca, nadciśnienie, cukrzyca, astma, choroby przewodu pokarmowego, choroby stawów i inne choroby cywilizacyjne. Nie chorują nawet na choroby zakaźne. Są to np. Hunzowie w Indiach, mieszkańcy górskich rejonów Abchazji, Gruzji, Azerbejdżanu, ludzie w niektórych rejonach Jakucji. Do niedawna wolni od chorób cywilizacyjnych byli Masajowie w Afryce i Eskimosi na Grenlandii. Wolni od wszelkich chorób byli dawni mieszkańcy wyspy Fatu Hiva, o czym pisał Thor Heyerdahl w książce zatytułowanej Fatu Hiva. Jeżeli mieszkaniec tej wyspy nie dostał maczugą w głowę w młodości lub nie porwał go rekin, albo nie stracił zębów w bójce, umierał zawsze z powodu starości, a nigdy z powodu chorób. I zawsze ze wszystkimi zdrowymi zębami. Wśród wielu setek i tysięcy czaszek zmarłych przed wiekami mieszkańców wyspy Fatu Hiva, Heyerdahl nie znalazł ani jednego zęba z próchnicą.
Główną przyczyną chorób jest brak wiedzy o tym, jakie są ich faktyczne przyczyny. A główną przyczyną jest nieprawidłowe odżywianie. I jest ono nie tylko przyczyną chorób, lecz także powszechnie patologicznej czynności umysłów ludzkich. Jakże bowiem można uznać za rozumne te działania rodzaju ludzkiego, które skierowane są przeciwko własnemu gatunkowi, takie jak: wojny, agresja, zbrodnie, zbrojenia, narkomania, alkoholizm, ogromne i powszechne marnotrawstwo sił, środków i energii, powszechnie szkodliwa praca społeczna, powszechnie patologiczna ocena otaczającej rzeczywistości i powszechnie patologiczne skutki z tej oceny wynikające w praktyce. Wszystkie plagi ludzkości są skutkiem nieprawidłowego odżywiania. W efekcie wszystko to, co ludzie uważają za najpiękniejsze, najmądrzejsze, godne najwyższego szacunku, według Biblii jest obrzydliwością w oczach bożych. Wszystko to, co jest najgorsze, bezwartościowe, głupie - jest najbardziej pożądane i cieszy się najwyższym szacunkiem.
Na przykład: jak bardzo trzeba ogłupić ludzi, aby uwierzyli, że jeden obraz, jakiś niezrozumiały dla nikogo bohomaz, namalowany przez sztucznie wylansowanego malarza, jest dla człowieka więcej wart niż dziesięć tysięcy dobrych krów (biorąc pod uwagę ceny), podczas gdy faktycznie jedna dobra krowa jest więcej warta dla ludzi niż setki obrazów.
Obecnie wiele milionów ludzi w Polsce wykonuje prace społecznie szkodliwe. Im więcej pracują, tym bardziej szkodzą. Wielu zatrudnionych tylko przeszkadza w pracy innym lub robią rzeczy bezużyteczne, czyli w efekcie również społecznie szkodliwe. Całe gałęzie przemysłu, zatrudniające tysiące ludzi, produkują rzeczy niejadalne dla człowieka bądź też opakowania, które stają się zagrożeniem dla równowagi ekologicznej świata albo narkotyki i leki, które zatruwają ludzi itd.
Obecnie medycyna nie zna faktycznej przyczyny prawie żadnej choroby. Jeżeli nawet jej się wydaje, że zna, to tylko jej się wydaje. Jest regułą, że w książkach medycznych, przy omawianiu jakiejś choroby, pierwsze zdanie brzmi: Przyczyna choroby jest nieznana. Dalej następują różne teorie, przeważnie ze sobą sprzeczne. Ale teorie nie są wiedzą, wyrażają tylko czyjeś poglądy. A wszelkie zło pochodzi z poglądów - napisał Kołłątaj i - poglądy będą najszkodliwsze ludziom - napisał Staszic. A Staszic był człowiekiem bardzo mądrym, o szerokiej wiedzy.
Kapłani egipscy dysponowali wiedzą rozległą, ale utajnioną. Wiele z tego, co oni wiedzieli, dotychczas nauka nie wie. Oni to powiedzieli Herodotowi: z potraw, które się zjada, powstają wszystkie choroby ludzkie, a Herodot przekazał tę myśl w swoim dziele pt. Dzieje. Kapłani egipscy to wiedzieli. Nauka współczesna o tym nawet nie wie.
Medycyna chińska za przyczyny chorób przyjmuje zaburzenia w ying i yang, czyli mówiąc bardziej naukowo, zaburzenia w czynności układu wegetatywnego.
Medycyna zachodnia coraz częściej uznaje, że przyczyną chorób są zaburzenia w wytwarzaniu przez organizm pól elektromagnetycznych. Faktycznie zaburzenia te można stwierdzić w każdej chorobie. W organizmach żywych energia elektromagnetyczna jest jedynym sposobem sterowania funkcjami życiowymi. Wszystkie rodzaje energii działające na organizm są zamieniane na fale elektromagnetyczne. W chorobie dochodzi do zakłóceń w polach elektromagnetycznych, które stają się patologiczne. Zakłócają one funkcjonowanie całego organizmu.
Prądami selektywnymi, którymi leczę moich pacjentów, można skutecznie likwidować te zaburzenia. Działam prądami o właściwościach (kształcie) typowych dla zdrowej tkanki, a także prądami (polami elektromagnetycznymi) o natężeniu tysiące razy większym od natężenia pól własnych organizmów. Pola te zostają w tkanki wmrożone, stają się typowe dla zdrowej tkanki, są odporne na zakłócenia, powodują trwałe wyleczenie lub długotrwałą poprawę.
Faktyczną przyczyną chorób nie są chińskie zaburzenia w ying i yang, czyli zaburzenia w czynności układu wegetatywnego, ani też zaburzenia w polach elektromagnetycznych. Te zaburzenia są objawem choroby, a nie jej przyczyn. Przyczyną wszystkich chorób i zaburzeń jest patologiczne zasilanie organizmu człowieka, czyli nieprawidłowe odżywianie.
---
LISTY * PYTANIA * ODPOWIEDZI
Mam wrzody na dwunastnicy, nadkwasotę żołądka, niedomogę wątroby, trzustki, pieczenia w przewodzie pokarmowym, wzdęcia, pocenie się, nieprzyjemny zapach z ust oraz nadwagę. Po miesiącu stosowania diety optymalnej wszystko powoli wraca do normy z dobrym skutkiem. Ponad pół roku temu w gazecie Dziennik Zachodni były artykuły o dobrym żywieniu księdza Grande. Stosując to żywienie myślałem o szybkim wyzdrowieniu, równocześnie biorąc lekarstwa. Jedząc kaszę gryczaną, fasolę po bretońsku, grochówkę, czułem się źle. Miałem wzdęcia, zgagę, pieczenia w układzie trawiennym, wiatry. Cały czas byłem obolały. Musiałem brać lekarstwa - podwójnie. Takie żywienie nie pomagało, lecz pogarszało mój stan. Zdrowy człowiek, jedząc tak, wcześniej czy później będzie chorował. I zacznie się żywić optymalnie stosowaną przez dr Kwaśniewskiego dietą mądrą i zdrową. Dziękuję p. Doktorowi serdecznie i chylę czoło za mądrość Pana - z całym szacunkiem. Lekarstw nie biorę.
---
Artykuły księdza Grande wbrew pozorom przyniosły korzyść wielu chorym. Nie dlatego, że treści zawarte w tych artykułach po praktycznym zastosowaniu są korzystne dla ludzi chorych czy zdrowych. Jest wprost przeciwnie! Są szkodliwe! Ale bez artykułów zawierających poglądy księdza Grande nie byłoby w ogóle moich artykułów. Nie byłoby ludzi wyleczonych z wielu niepotrzebnych chorób, dotychczas nieuleczalnych, dzięki opracowanej przeze mnie diecie optymalnej, dodatkowo rozpropagowanej w 1996 r. przez cykl artykułów w Dzienniku Zachodnim.
Będąc w marcu 1996 r. na Śląsku trafiłem do redakcji Dziennika Zachodniego właśnie z powodu cyklu artykułów ks. Grande. Zapytałem red. Marka Chylińskiego, który już pisał o „Arkadii" i skutkach stosowanych tam metod leczniczych ponad 8 lat temu, dlaczego drukuje takie bezrozumne wypowiedzi, które z wiedzą nie mają nic wspólnego i szkodzą ludziom. Wówczas zaproponował mi, abym sam napisał serię artykułów i wyjaśnił w nich zasady żywienia optymalnego. Niech ludzie sami wypraktykują, która dieta jest naprawdę dobra dla nich, lecznicza.
List Pana, którego fragment przytaczam wyżej, w pełni potwierdza to założenie. Dziękuję więc za tę informację. Proszę dalej stosować żywienie optymalne, a wszystkie dolegliwości przewodu pokarmowego, które Panu dokuczają, będą ustępować, jedne szybciej, drugie wolniej, ale z czasem ustąpią wszystkie. I proszę nie powracać już do diety beztłuszczowej, jeśli chce Pan być zdrów także w przyszłości.
3. Kryteria oceny żywienia
Wiele lat temu, po jednym z moich wykładów dla lekarzy, w którym wspomniałem o własnej koncepcji żywienia człowieka, z inicjatywy jednego z lekarzy spotkałem się z profesorem Szczygłem, przebywającym wówczas w jednym z sanatoriów w Ciechocinku. Prof. Szczygieł był wówczas dyrektorem Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie i najwyższym autorytetem w sprawach żywienia. Rozmawialiśmy kilka godzin. Pod koniec rozmowy powiedział, że jeżeli udowodnię to, tamto i owo, to za każde z tych odkryć dostanę Nagrodę Nobla. Odpowiedziałem: mimo tylu Nagród Nobla rodzaj ludzki jest bardziej zdegenerowany i bardziej chory niż był przed 100 laty, o wiele bardziej niż był w czasach starożytnych, a Polacy są nędznymi potomkami przodków z okresu Polski Jagiellonów.
Zaproponowałem, żeby profesor wziął sobie te nagrody. Nic mi po nich. Niech tylko wykona odpowiednią liczbę badań na zwierzętach, a następnie na ludziach, niech pomoże mi udowodnić naukowo moją rację.
Odpowiedział, że moja wiedza przewraca wszystko to, w co dotychczas wierzył, i nie będzie przekreślał całego swojego dorobku naukowego. Badań nie wykona. Na koniec postawiłem profesorowi dwa pytania: co uważa za swoje największe osiągnięcie naukowe? i czy wychował swoich następców?
Odpowiedział, że za największe osiągnięcie uważa ustalenie składu chemicznego produktów żywnościowych i ułożenie tabel tych produktów. Następców swoich nie udało mu się wychować. Zaproponował mi pracę w Instytucie Żywności i Żywienia, ale ja już nie chciałem być „wychowywany". Nie widziałem w tej placówce kompetentnych wychowawców.
Tym niemniej, gdy ukazały się moje pierwsze artykuły i gdy premier Piotr Jaroszewicz wydał zarządzenie powołania przez ministra nauki i ministra zdrowia komisji do oceny moich propozycji, gdy wykonano pierwsze badania na zwierzętach i gdy przygotowano program badań na ludziach, prof. Szczygieł, w przeciwieństwie do innych, nigdy nie krytykował mojej wiedzy. Był zresztą jedynym, który ją znał. Cała reszta uczonych jej nie znała i nie chciała poznać. Ściśnięcie umysłów było wówczas powszechne i nadal jest powszechne. Nadal nauka jest uczonym trupem myśli, o czym wiedział i o czym napisał ks. prof. Włodzimierz Sedlak.
Wszyscy recenzenci konspektu planującego doświadczenia z żywieniem optymalnym na ludziach chorych wypowiedzieli się o nim negatywnie. Jedynie prof. Szczygieł uczciwie przyznał: Nie umiem ustosunkować się do konspektu pracy, którą mają wykonać prof. H. Rafalski i prof. J. Hasik. Nauka to nie zabawa. Blędy w nauce lub zaniechania kosztują ogromnie dużo. A prof. Sedlak napisał: Konsekwencje decyzji uczonych, którzy muszą wybierać zło, bywają nadzwyczaj groźne.
Z powodu niewprowadzenia w życie mojego Programu poprawy wyżywienia narodu z roku 1974 zmarło w Polsce przedwcześnie ponad 4 miliony ludzi, a dochód narodowy jest co najmniej 4 razy mniejszy niż mógłby być. Obecnie rzadkością jest człowiek zdrowy, a przecież rzadkością mógłby być człowiek chory.
Był czas, że pracowałem w wojsku. A w wojsku jak to w wojsku. Wyznaczono mnie dietetykiem i - byłem dietetykiem. Jeśli to był przypadek, to okazał się dla mnie bardzo szczęśliwy. Układałem diety i liczyłem, liczyłem, liczyłem. W głowie. Kalkulatorów jeszcze nie było. Podczas tego liczenia, aby liczyć mniej, nauczyłem się na pamięć ilości kalorii, zawartości białka, tłuszczów i węglowodanów w każdym produkcie.
Najważniejszym zadaniem było znalezienie sposobu na uporządkowanie produktów spożywczych według ścisłego klucza, pozwalającego biochemicznie dopasować skład tych produktów do składu chemicznego ciała człowieka i dostarczenie mu w pożywieniu wszystkich potrzebnych składników w optymalnych ilościach i proporcjach. Samochód nie potrzebuje 20 kół. Człowiek nie potrzebuje dużo białka. Nadmiar białka w diecie nie wychodzi człowiekowi na zdrowie. Eskimosi na Grenlandii spożywali średnio 350 g białka na dobę, 170 g tłuszczów i tylko 20 g węglowodanów. Na choroby cywilizacyjne nie chorowali, ale starzeli się szybko. Nadmiar białka jest przetwarzany w organizmie głównie na węglowodany, a te na tłuszcze. Jest to „robota głupiego". Organizm nie powinien budować fabryk zamieniających białka na węglowodany czy na tłuszcze i nie będzie tego robił, gdy wszystkich składników będzie w pożywieniu w sam raz, ani za dużo, ani za mało. I to uznałem za główny cel optymalnego żywienia. Żadnej niepotrzebnej pracy w organizmie: możliwie mało białka oraz najlepsze i jednolite źródło energii, wszystkie witaminy i składniki mineralne w optymalnych ilościach i proporcjach, czyli najlepsze możliwe zaopatrzenie organizmu.
I maksymalne trawienie poza organizmem: pieczenie, gotowanie, rozdrabnianie... W różny sposób. Ponadto koncentracja składników odżywczych w możliwie małej objętości, w myśl zasady znanej już Pliniuszowi, który powiedział: korzystniej jest w jakikolwiek bądź sposób zmniejszać to, co by żołądek obciążało. Ponadto żadnych śmieci w pożywieniu, tj. żadnych zbędnych i nietrawionych składników. W efekcie nie ma człowiek żadnych wzdęć, żadnych wiatrów, żadnych zaparć, żadnego zatrucia organizmu produktami gnicia w jelitach. A w jelitach gnije to, co nie mogło być strawione. A nie mogło być strawione to i tylko to, co nie nadaje się do spożywania przez człowieka.
Aby człowiek mógł odżywiać się lepiej od wszystkich innych stworzeń, nawet najlepiej wyposażonych przez naturę w możliwość zdobywania wartościowego pożywienia, zaczął posługiwać się ogniem. Nie jako źródłem ciepła - w Afryce było ciepło - ale jako poprawiaczem wartości biologicznej zjadanych pokarmów. Bohater greckiego mitu, Prometeusz, nauczył ludzi posługiwania się ogniem. Został za to okrutnie ukarany przez bogów. Czy słusznie? Może wcale Prometeusz nie był dobroczyńcą ludzi? Bez ognia większość produktów spożywanych obecnie przez człowieka, zwłaszcza pochodzenia roślinnego, nie mogłaby być spożywana ani wytwarzana. A te właśnie produkty zniszczyły rodzaj ludzki, spowodowały jego głęboką degenerację i choroby. Bezpowrotnie, jak dotąd, zabrały człowiekowi rozum.
W ocenie jakości żywienia człowieka najważniejsze są proporcje między głównymi składnikami odżywczymi w diecie: białkiem, tłuszczem i węglowodanami. Pisałem o tym 24 lata temu w Perspektywach. Artykuł ten mogłem opublikować tylko dzięki rozumnemu, myślącemu dziennikarzowi - Jerzemu Surdykowskiemu. (Obecnie jest konsulem RP w USA). Najważniejsze są proporcje. Przy każdej zmianie proporcji występuje inna przemiana materii, inne jest zapotrzebowanie na białko, witaminy, mikroelementy, energię, inna sprawność mechaniczna organizmu, inna czynność umysłu, inne choroby. Jeżeli te proporcje są istotnie odmienne w odżywianiu różnych jednostek czy grup ludzkich, to zrozumienie i porozumienie się takich ludzi między sobą jest trudne, a czasem zupełnie niemożliwe, gdyż inaczej oni myślą, ich organizmy emitują zupełnie odmienne fale elektromagnetyczne, a to powoduje, że tacy ludzie czują się ze sobą źle. Inni ludzie chodzą na mecze sportowe, inni na koncerty rockowe, a jeszcze inni do opery. Są inni, ponieważ inaczej się odżywiają. Po co chodzą, skoro znaczniej dokładniej, lepiej, z powtórkami, wygodnie i nie płacąc za bilety mogą obejrzeć wybraną imprezę w telewizji? Chodzą głównie po to, aby znaleźć się w tłumie podobnych im ludzi, chodzą po doładowanie swoich organizmów energią innych osobników o zbliżonej przemianie materii, wytwarzających podobne fale elektromagnetyczne.
Spośród różnych proporcji między głównymi składnikami odżywczymi najbardziej rozsądne jest spożywanie takich produktów, dzięki którym uzyskujemy proporcje najbardziej korzystne dla organizmu ludzkiego.
---
LISTY * PYTANIA * ODPOWIEDZI
Jak zapatruje się Pan, Panie Doktorze, na picie przez ludzi alkoholu?
---
Alkohol jest dla ludzi. Prawie wszystkie błony komórkowe w ciele człowieka zawierają alkohol etylowy, ale w bardzo małych ilościach. Gdy człowiek zupełnie nie pije alkoholu, organizm sam musi go wytwarzać z innych produktów. Nie jest błędem, gdy codziennie dostarczymy naszemu organizmowi niewielką ilość alkoholu. Wprost przeciwnie! Spotykałem w wielu pracach naukowych potwierdzenie, że małe, śladowe ilości alkoholu bardzo korzystnie wpływają na poprawę zdrowia w wielu chorobach. Alkohol wypity rozszerza naczynia tętnicze, natomiast podany dotętniczo - zwęża je. Alkohol wypity rozszerza tętnice przez swoje działanie na mózg.
Dopuszczalna dawka alkoholu w chorobach naczyń obwodowych (w miażdżycy, chorobie Buergera, Raynauda) wynosi 4-6 gramów w 2 dawkach dziennie. Dawka nieszkodliwa dla prawie każdego człowieka, w tym dla chorego na miażdżycę tętnic wieńcowych - to około 12 g na dobę, najlepiej wieczorem.
Nie musi to być alkohol z koniaku, może być z piwa. Piwo ma około 4% alkoholu. Na etykiecie podaje się go objętościowo. Litr piwa zawiera więc około 40-50 ml (cm3) alkoholu, czyli około 28-35 g. Zatem alkohol zawarty w półlitrowej butelce piwa lub w 25 ml kieliszku koniaku nie jest dla człowieka dawką szkodliwą, a nawet może być pożyteczną. W tym problem, że ludzie piją alkoholu znacznie więcej i trudno im ograniczyć się do tak niewielkich ilości.
Sama dostępność alkoholu czy narkotyków nie jest przyczyną, że ludzie piją czy narkotyzują się. Piją, bo lubią. A lubią dlatego, że odżywiają się w taki sposób, który to lubienie wywołuje. Nie chleb był najbardziej pożądany w obozach koncentracyjnych. Przed chlebem był papieros, a przed papierosem - alkohol.
Gdy władza rządząca, świadomie lub z braku rozumu, stosuje ograniczenia lub zakazy w sprzedaży alkoholu, osiąga skutki przeciwne do zamierzonych. Nic tak nie smakuje ludziom jak owoc zakazany. Zakaz sprzedaży alkoholu przed godziną 13 wprowadzony z inicjatywy Wojciecha Jaruzelskiego spowodował wzrost spożycia alkoholu.
Wielu kuracjuszy przyjeżdżających do sanatorium upijało się, gdy dostęp do alkoholu był ograniczony, a jego spożycie obłożone klątwą wyrzucenia z sanatorium. Obecnie, gdy w sanatoriach istnieją barki, gdzie można na miejscu wypić kilka rodzajów piwa i kilkadziesiąt rodzajów napojów alkoholowych, pijanych nie ma zupełnie, podchmielonych również.
Przyczyną nadmiernego picia jest określony model diety. Najczęściej alkoholikami zostają ludzie na diecie roślinnej, najbiedniejsi, najbardziej umysłowo niesprawni. Żywienie optymalne jest leczeniem przyczynowym również w chorobie alkoholowej. Organizm człowieka odżywianego w sposób najlepszy nie toleruje alkoholu w większych dawkach. Poza tym wówczas człowiek ma zdrowy rozum, jest szczęśliwy, nie boi się niczego, umie rozwiązywać problemy codziennego życia, nie musi w alkoholu topić trosk i kłopotów ani poprawiać sobie w ten sposób nastroju.
4. Gdy smak oszukuje...
Najważniejszym kryterium odżywiania człowieka są proporcje między głównymi składnikami odżywczymi: białkiem, tłuszczem i węglowodanami. Trzeba dokładnie znać skład chemiczny ciała ludzkiego i skład chemiczny spożywanych produktów, aby umieć dopasować to, co się zjada, do składu organizmu. Następnie trzeba dostarczać organizmowi najbardziej wydajne źródła energii, paliwa, możliwie nie trujące po spaleniu.
Białka i energię należy spożywać w produktach zawierających wszystkie pozostałe składniki w optymalnych ilościach i proporcjach, takie jak witaminy, składniki mineralne i nie tylko. Również tysiące złożonych składników, które mogą być wykorzystane przez organizm człowieka, bez konieczności budowania ich we własnym organizmie.
Organizm człowieka nie potrzebuje żelaza. Potrzebuje dużo składników służących do przenoszenia tlenu i dwutlenku węgla oraz wielu do magazynowania tlenu na zapas. Takimi składnikami (maszynami) są hemoglobina i mioglobina. W każdej takiej maszynie występuje tylko jeden atom żelaza. Podobnie pozostałe składniki mineralne i witaminy powinny być podawane w pożywieniu w formie złożonych związków organicznych, w których stanowią niewielki procent ogólnej masy.
Mikroelementy i witaminy - to śrubki, nakrętki, łożyska, ale nie gotowe maszyny. Oczywiście te śrubki, łożyska, nakrętki mogą być pobierane z pożywienia przez organizm i wbudowywane w enzymy (maszyny), ale zupełnie nie jest możliwe dostosowanie ilości, rodzaju i proporcji między tymi składnikami do potrzeb organizmu przy podawaniu witamin i mikroelementów w tabletkach. Każdy nadmiar poszczególnych składników i każdy ich niedobór powoduje zawsze określone szkody. Po co zmuszać nasz organizm do budowania z prostych składników tysięcy związków bardzo złożonych, zawierających w swym składzie witaminy czy mikroelementy, jeżeli można dostarczyć je organizmowi gotowe i kompletne. Gdy w samochodzie zepsuje się żarówka, nie kupujemy szkła, wolframu, argonu, miedzi i innych materiałów, z których składa się żarówka, lecz kupujemy żarówkę gotową. Podobnie należy postępować przy kupowaniu produktów przeznaczonych do spożycia.
Za każdą „robotę głupiego", do której zmuszamy własny organizm przez spożywanie surowców zamiast złożonych maszyn, płacimy własnym zdrowiem, obniżeniem wartości biologicznej organizmu, upośledzeniem czynności całego organizmu, mniej sprawnym umysłem, niższą wydajnością pracy, niższą jakością pracy, krótszym życiem, niższymi zarobkami również.
W krajach bogatych występują duże różnice między ludźmi w zależności od składu ich przeciętnego odżywiania. Na przykład w Niemczech czy Irlandii bardzo wyraźne jest upośledzenie katolików w stosunku do protestantów. Potwierdzają to wszystkie statystyki. Katolicy mają niższe wykształcenie, wykonują mniej płatne zawody, zarabiają mniej od protestantów, częściej chorują i krócej żyją. Gdyby robiono takie badania, to by się okazało, że wielkość mózgów u katolików byłaby mniejsza niż u protestantów.
Czym katolicy różnią się od protestantów? Przecież modlą się do tego samego Boga. Tak, ale protestanci od kilku wieków nie zachowują postów, zaś katolicy zachowują posty częste i ostre. Nawet w dawnej Polsce protestanci i inni innowiercy to były elity intelektualne, górujące umysłowo nad ciemną, katolicką masą szlachty, nie mówiąc o niższych stanach, gdzie było jeszcze gorzej.
Nie wolno pościć! Żadne zwierzęta tego nie robią. W książce pt. Gargantua i Pantagruel Rabelais tak pisał o postach: W poście jest posiew wszelakich chorób, to prawdziwe ich gniazdo, naturalna i płodna wylęgarnia wszelakich cierpień. A jeszcze zważcie, że jeżeli post zżera ciało, takoż i duszę doprowadza do oszołomienia...
W Australii stwierdzono, że nałogowi alkoholicy mają objętość mózgu mniejszą średnio o 100 cm3 od niepijących. To nie alkohol zmniejsza mózg, lecz alkoholikiem staje się człowiek z mniejszym i mniej sprawnym mózgiem, taki, który osiąga niższe wykształcenie, gorszą pracę, mniejsze zarobki. Alkoholikami stają się ludzie źle żywieni w młodości i nadal źle odżywiający się, z patologiczną pracą mózgu. Nikt rozumny nie będzie się sam, z własnej woli zatruwał. Za picie alkoholu płaci się upośledzeniem sprawności organizmu, przytępieniem umysłu, chorobami, skróceniem życia.
Po to człowiek ma apetyt, żeby jadł tyle, ile ma ochotę i wtedy, kiedy ma ochotę. W świecie zwierząt nieznane jest zjawisko przejadania się. U człowieka jest inaczej. W Baśniach z tysiąca i jednej nocy spotkałem takie zdanie na ten temat:
trzoda wie, kiedy dość ma trawy,
A głupiec je, aż pęka brzuch od strawy.
Wmawia się ludziom, że człowiek dlatego tyje, że za dużo je. Ale dlaczego człowiek je za dużo - tego nauka nie wie. Lekarz mówi otyłemu: proszę jeść mniej. Człowiek ten je mniej, ale efekty są żadne. Człowiek zjada za dużo, ponieważ skład jego diety zmusza go do tego. Zjada za dużo i tyje, ponieważ wiele z tego, co zjada, nie nadaje się do jedzenia. Aby z pożywieniem wprowadzić niezbędne dla organizmu składniki musi zjadać dużo pożywienia.
Fragment książki - Tłuste życie - Jan Kwaśniewski, Tomasz Kwaśniewski
